Wiersz

złapię za gardło niezmiennie

na krawędziach przechodzenia z obrazu
do obrazu na odległości niepoznania
trafiam na pytania dlaczego i po co
przecież wiatr i tak wszystko wywiał

do ostatniego białego ziarenka
z niego miał postać wiersz
taki idealnie uszyty na miarę
pasujący do każdej pogody

związać te ciągle rozwiązłe wersy
chichocząc bezczelnie chowają się
w zacienionych przestrzeniach
pełne jeszcze nieodkrytych lądów

udam że nie widzę założę nogę na nogę
i poczekam aż wyjdą ośmielone bezruchem
wtedy je złapię za gardło
przycisnę do ściany i złapię
za potrzebne mi właśnie litery

wtedy zaświeci słońce

Fotografia z Pixabay

Podoba Ci się ten wpis??

Oceń pierwszy ten wpis!

Średnia ocen 5 / 5. Liczba głosów: 3

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten post.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.