Rozbłyski

zadzieram z tym co będzie wprost

na świt ukryty za połową okna
patrzę przez palce
zawijam na serdecznym mgłę

wolno opada jak sen jego kształty
snują się jeszcze jak cienie
nigdy nie wybudzonych

ze snów plączących się między
ścieżką z pokoju do kuchni
przechodzą wywoływani

po imieniu w słonecznych smugach
od razu spokój który przedłużam
czarną kawą w białej filiżance

Fotografia z Pixabay

Podoba Ci się ten wpis??

Oceń pierwszy ten wpis!

Średnia ocen 5 / 5. Liczba głosów: 2

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten post.