Tam gdzie rosły poziomki

w kobaltach nocy

czasem odpływamy na swoją własną wyspę
ponad to wszystko co trzyma grawitacja
łamiemy krwistym szkarłatem paso double

drewno samo w sobie ciepłe w dotyku
przechodzenia zawsze niby przypadkiem
po tej samej trajektorii lotu komety

przypomnieniem zapachów lipca i chleba
trzymaj mnie ciągle w swoim pobliżu
na granicy dźwięku i nabrzmiałej ciszy
gdy zatrzymuje się serce

na tę jedyną chwilę w bezkresie czasu
daj mi zdolność do nabrania pewności
że zapamiętam wszystkie przypływy
w tym ostatnim odpływie

Podoba Ci się ten wpis??

Oceń pierwszy ten wpis!

Średnia ocen 5 / 5. Liczba głosów: 1

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten post.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.